pultuszczak

Facebook


Dziwy nad dziwami

2016-08-24 10:51:20

O tak zwanej organizacji ruchu na pułtuskim rynku, a raczej dezorganizacji napisał do nas mieszkaniec, który tu przyjeżdża, obserwuje i jak to mówią, zna się na rzeczy.

Dziękujemy za cenne uwagi, nad którymi powinni się pochylić piesi, kierowcy, ale przede wszystkim osoby za tę organizację ruchu odpowiedzialne.
Pułtuski Rynek bezsprzecznie wyróżnia się jako najdłuższy rynek w Europie. Pułtuszczanie wiedzą o tym świetnie i oswoili się z tą świadomością. Obserwując ruch samochodów i pieszych na rynku można dojść do wniosku, że zarówno mieszkańcy, jak i władze miasta – oraz Policja, oswoili się także z tak zwaną „stałą organizacją ruchu” a zastosowane znaki drogowe przyjmuje się za coś oczywistego. Wydaje się jednak, że stare centrum Pułtuska można spokojnie zgłosić do konkursu na najdziwniej oznakowany rynek. Skąd takie twierdzenie? Wszystkim zainteresowanym polecam lekturę załączników 1—4 do rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunki ich umieszczania na drogach. To rozporządzenie stanowi swoistą encyklopedię znaków drogowych, opisujące pełną wiedzę na ich temat, będąc jednocześnie absolutnym wyznacznikiem obowiązującego prawa.
Zacznijmy od zastanowienia się, ile osób co dzień odwiedza Ratusz? A ilu Mieszkańców przychodzi na Rynek po zakupy? A wędrujący po Rynku turyści – ilu przewija się dziennie, ilu w weekendy? Odpowiedź wydaje się oczywista: dziennie setki, tysiące – miesięcznie dziesiątki tysięcy. Przypomnijmy sobie teraz: gdzie na Rynku wyznaczono przejścia dla pieszych? Tak – mam na myśli wymalowane „zebry”, czyli tak zwany znak poziomy opisany w Rozporządzeniu symbolem P-10. Rzeczywistość, do której dziwnie przywykliśmy, wygląda tak: na drodze okalającej cały Rynek NIE MA ANI JEDNEGO PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH….. A to oznacza, że na dobrą sprawę każdy przechodzący przez jezdnię do Ratusza, do stoisk kupieckich i do stu innych miejsc, do których codziennie chodzimy przekraczając brukowaną drogę na rynku – każdy taki pieszy przekracza jezdnię w niedozwolonym miejscu i formalnie może zostać ukarany mandatem! Wychodzi na to, że Radni idąc na sesję Rady popełniają wykroczenie, jak wszyscy zmierzający pieszo do Urzędu Miasta. Art. 13 ustawy prawo o ruchu drogowym stanowi, między innymi, że: „przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m .” Tyle, że na Rynku nie ma żadnego przejścia…
A nasi pułtuscy policjanci? Jeśli zaparkują radiowóz przez budynkiem komendy, przy krawężniku – nieco utrudniają ruch (zakaz zatrzymywania na tym odcinku nie dotyczy policji) – jeśli jednak zaparkują na wewnętrznej stronie Rynku, to idąc do Komendy przechodzą przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Kłopotliwa sprawa….. Słyszałem już takie wersje, jakoby „nie da się namalować pasów na bruku, bo się farba szybko ściera” To dość oryginalne stwierdzenie – jeśli maluje się znaki emulsją do sufitów, to zapewne szybko się zetrze. Najlepszym przykładem jest przejście dla pieszych przed Topazem, na którym wymalowane jesienią pasy zniknęły po trzech miesiącach. Rozwiązanie jest dość proste: do malowania znaków na jezdni, należy stosować farby przeznaczone do malowania znaków na jezdni…. Co więcej – do różnych nawierzchni przeznaczone są różne rodzaje i odmiany farb i technologii. Oczywiście większość jest droższa, niż emulsja do sufitów… Kwestie rodzaju stosowanych farb rozwiązano i unormowano dawno temu – a opisano w rozporządzeniu. Na stronie 257 znajdujemy tabelę i opisy różnych technologii, określające minimalne okresy trwałości. Problemem nie jest technologia, tylko niewiedza, brak wyobraźni lub zwykłe niechlujstwo.
Kolejny dziwny i niezrozumiały system ustalony w obowiązującej na Rynku organizacji ruchu to zakaz zatrzymywania na drodze okalającej Rynek. Brukowana droga doskonale znana każdemu mieszkańcowi miasta najeżona jest znakami „zakaz zatrzymywania” B-36, zaopatrzonymi w tabliczki grożące odholowaniem na koszt właściciela pojazdu T-24 oraz dodatkowe tabliczki wskazujące, że zakaz „nie dotyczy pojazdów zaopatrzenia”. Wspomniane na wstępie rozporządzenie zastrzega dla tego zakazu: „znak B-36 jako bardzo uciążliwy dla kierujących powinien być umieszczony jedynie w niezbędnych, uzasadnionych warunkami ruchu przypadkach. Zasadą powinien być ograniczony czas obowiązywania znaku”. Przypominam, że zakaz zatrzymywania oznacza wprost: nie wolno się zatrzymać! Jeśli zatem mieszkaniec podjedzie pod kamienicę w której mieszka i zamierza wysadzić z auta żonę z zakupami czy przysłowiową „matkę staruszkę”, to niestety zgodnie z przyjętym oznakowaniem…chyba trzeba skakać w biegu, do czego jednak nie zachęcam. Ustawodawca oferuje zarządcom dróg podobnie działający znak B-35 zakaz postoju, który daje możliwość chwilowego zatrzymania, na czas nie przekraczający 1 minuty (chyba, że opis na znaku ten czas wydłuży). Zarządzający ruchem na naszym Rynku nie skorzystali jednak z takiej możliwości, stosując całe serie znaków bezwzględnie zakazujących zatrzymywania. I jeszcze jedno: konia z rzędem temu, co wskaże ustawę, rozporządzenie lub jakikolwiek inny akt prawa, choćby i miejscowego, w którym można znaleźć definicje „pojazd zaopatrzenia”. Co to jest? Jeśli pod sklep podjedzie furgon i będzie rozładowywał towar – to zapewne jest pojazd zaopatrzenia. A jeśli pod dom podjedzie furgon, bo przywiózł Kowalskim wersalkę …hmmm to chyba też jest pojazd zaopatrzenia. A jak przywiózł jedynie fotel…. To też? A jak Kowalski przywiózł sobie dwa fotele swoim prywatnym autem …to co to za samochód? Zaopatrzeniowy czy nie? Jeszcze ciekawszy „kwiatek” pojawia się przy stanowiskach postojowych na rynku, w części handlowej, bliżej Kolegiaty. Tam znak zakazu zatrzymywania opatrzony jest tablicą: „w dni targowe wtorek, piątek i sobotę do godziny 17:00 zabrania się postoju i parkowania na targowisku pojazdów nie związanych z handlem”. A to ci ciekawostka. Autor zapewne miał na myśli samochody kupców, którzy opłacają opłatę targową. To nie można było tak napisać? Zakaz /…/ z wyłączeniem pojazdów kupców opłacających opłatę targową. I załatwione. A tak mamy jakiś formalny bełkot – można spokojnie przyjąć, że jeśli Kowalski przyjechał na Rynek, żeby kupić pomidory i gumowce, to jego obecność, a zatem i jego auto, są związane z handlem. Kupi, sprzeda, pohandluje….
I na koniec smaczek: tuż przy Ratuszu ustawiono znaki zakazu zatrzymywania B-36
pod którymi zamocowano poziome strzałki, wskazujące „coś” na lewo lub prawo. Problem w tym, że takie strzałki nie pojawiają się w przywołanym na wstępie rozporządzeniu, czyli formalnie nie istnieją…. Znak zakazu z taką strzałka to …żaden znak, żaden zakaz. Strzałki ustawione pionowo, oznaczone symbolami T-25 a lub T-25 c oznaczają początek obowiązywania zakazu, lub jego koniec, ale wyłącznie w układzie pionowym. Strzałka pozioma z grotem skierowanym w jedną stronę nie jest znana w przepisach (str. 74 rozporządzenia).
I nie chodzi o czepianie się szczegółów – po prostu wypada zastanowić się, co autor miał na myśli…. Jeśli na przykład strzałka wskazuje grotem w lewo, to znaczy, że z lewej nie można zatrzymać auta? A może właśnie po lewej można…? Gdyby zakaz miał obowiązywać przed znakiem na konkretnej stronie placu, należałoby zastosować tabliczkę T-26, jednak tu takiej brak. Prawdziwy kłopot zacznie się, kiedy pozostawimy auto „gdzieś” za tym znakiem, a po powrocie zastaniemy za wycieraczką mandat. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu, Sąd miałby zapewne spory kłopot z interpretacją oznakowania.

Komentarze

1 komentarz

  1. Rozbawiony odpowiedz

    Ciekawe skąd takie parcie na niepotrzebne oznakowania w Pułtusku, wystarczy przejść się kładką w s tronę Popław, żeby mieć porządny ubaw. Czyżby 20%?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *