pultuszczak

Facebook


DZIŚ O TYM, JACY TO NIE BYLIŚMY CACY

2021-12-16 11:03:27

JAKIE TRAGEDIE TARGAŁY OBYWATELAMI MIASTA I POWIATU

Ma się ku końcowi 2021 rok, który – jak plecy garbem – został przygnieciony czwartą falą koronawirusowej pandemii. By odejść od dramatyzmu współczesności, przenieśmy się przeszłość, w dobre przedwojenne czasy. ALE CZY NA PEWNO DOBRE? Przenieśmy się do roku 1935, do Pułtuska, na cztery lata przed wybuchem drugiej wojny światowej. Czym rok 1935 zaznaczył się w świecie? W amerykańskim stanie New Jersey pojawiło się piwo w puszce aluminiowej; W Islandii zalegalizowano aborcję z przyczyn medycznych – zagrożenie zdrowia matki; W Niemczech wprowadzono regularny program telewizyjny; Amerykański chemik wymyślił nylon…

A czym zaznaczył się w Polsce? Trzęsieniem ziemi o sile 4,3 stopni w skali Richtera w okolicach Czarnego Dunajca; Premierą filmu „Antek policmajster”; Śmiercią Józefa Piłsudskiego; Rozpoczęciem budowy kolejki linowej na Kasprowy Wierch; Ustanowieniem rekordu świata przez Stanisławę Walasiewiczównę w biegu na 200 m … A w Pułtusku…

Anna Sendrowiczówna ganiała z siekierą wołając „Muszę go zabić”. A kogo? Swojego narzeczonego Józefa Marcinkowskiego. Na szczęście rana zadana kochasiowi nie okazała się śmiertelna, jedynie zaś powierzchowna. A Anna? Została zatrzymana w więzieniu.

Zaś Jan Mikucki ze Szwelic, gospodarz na 15 morgach ziemi, mający żonę, żyje z prostytutką Marianną W. Ową Mariannę niecnie wykorzystywał, zabierając jej zarobione pieniądze na niecnym procederze. Ta miała dość wyzyskiwania i odmówiła Mikuckiemu forsy. Ten wyprowadził prostytutkę w kleszewskie górki i tam zbił ją aż do utraty przytomności. Marianna twierdziła, że oprawca chciał ją zabić. Mikucki został aresztowany i osadzony – za rozbój i czerpanie korzyści z nierządu.

W Przemiarowie kradzież. Oto tamtejszemu stolarzowi skradziono hebel, dłuto i świder. Sprawcę złapała policja, a złodziej to Józef M.

Zaś w Płocochowie, na polu Nowosielskiego, znaleziono maszynę do… pisania. Skradziono ją z kancelarii rejenta Kozłowskiego, a ukryta była w polu, w życie, przez złodziejów. Dobra to była kryjówka, bo burza położyła żyto tak starannie, że sami złodziejaszkowie nie mogli odnaleźć owej rejentowej maszyny. Szukali jej zawzięcie, ale ponieśli fiasko. Skradziony przedmiot odnaleziono dopiero podczas koszenia zboża. Znalazł ją właściciel pola!

Pułtuszczanin, Feliks Piotrowski, lat zaledwie 38, dozorca domu, pozbawił się życia. Przyczyna tak dramatycznego kroku? Obawa eksmisji i niesnasek rodzinnych. Samobójca utopił się 28 lipca. Wyszedł z domu po południu, a następnego dnia, około godziny 18, zauważono jego zwłoki w okolicach drugiego wygonu. Mówiono, że nieszczęśnik cierpiał ostatnio na roztrój nerwowy.

Z mieszkania państwa K. skradziono palto i to w biały dzień. Na alarm domowników złodzieje porzucili odzienie i dali nogę. Ujęli ich policjanci i dzięki nim wiemy, że to Roman Siwak i Karol Antoni Drozdowicz, podobno biuralista.

Kradziono na potęgę. Oto w Płocochowie, z mieszkania Mitkowskiego, podczas kiedy domownicy pracowali w polu, nieznani sprawcy ukradli 800 złotych. Drzwi do chałupy sforsowali drągiem.

Na równi ze złodziejami szkody niosła przyroda. A burze szalały tego lata. Zanotowano pożary w wielu podpułtuskich miejscowościach. W wsi Łosimo Zakrewne w gminie Somianka piorun uderzył w domostwo Michała Wróbla. W pożarze spłonął dom, jego urządzenia, ubrania, bielizna. Straty? 1850 złotych.

We wsi Kęsy Wypychy w gminie Kozłowo piorun uderzył w stodołę, w której spłonęło 5 cieląt, 9 parokonnych wozów paszy, wialnia, maszyna do młócenia, lada, waga, sanie i parę metrów kartofli. Straty – 2250 zł.

W Przewodowie Poduchownym pioruna uderzył w stodołę Feliksa Frocha. Spłonęło 6 wozów paszy, wóz słomy, 2 metry drzewa. Straty – 1370 zł.

W Szyszkach spłonęła stodoła Jana Pychowicza, a w niej lada, wialnia, wóz. Straty? 2300 złotych.

Rodzina Zawadzkich ze wsi Sisice w gminie Winnica została okradziona przez sąsiadów. Wyłamawszy drzwi, skradli wyroki i weksle na nich wystawione oraz 300 zł gotówki. Zawadzki, wróciwszy do domu, został poinformowany przez swojego syna, kto dokonał włamania. Kiedy chciał zawiadomić policję, został bestialsko pobity, jak i cała jego rodzina.

I takie ogłoszenie: „Weksel in blanko na 500 zł z wystawienia Misiurskiego, płatny w Pułtusku na nazwisko Kazimierza Filipkowskiego, skradziony mi w ubiegłym tygodniu w Skórznicach gm. Winnica, niniejszym unieważniam. K. Filipkowski”.

Plagą miejską są złodzieje rowerów, które przepadają jak kamień w wodę. Rowery są kradzione sprzed sklepów, z mieszkań, korytarzy, z wozów i nie wszystkie bywają odnalezione. Jakieś rady? Zamykać pojazdy na łańcuch z kłódeczką, malować łańcuchy na jaskrawe kolory.

We wsi Olszanka w gm. Somianka szalejąca burza z piorunami zabiła Stanisława Blocha, lat 29.

Motocyklista zdążający z 3 Maja na plac Teatralny wpadł na warszawską taksówkę, jadącą od mostu Staromiejskiego. Motocyklista i jego pasażer odnieśli lekkie obrażenia, motocykl miał scentrowane koła, a taksówka uszkodzony błotnik i stopień.

Janowi Kamińskiemu ze Strzyż skradziono, w nocy, wóz. Wóz odnaleziono aż w gminie Jabłonna. Zwędzili go Antoni Gruszkowski i Jan Kurowski.

W majątku w Kleszewie – podczas wciągania desek na strych nad stajnię – uderzony został w brzuch Józef Piotrowski. Piotrowski stracił przytomność, a jego brzuch momentalnie spuchł. Na szczęście nieszczęśnik nie doznał pęknięcia jelit.

Państwu Sinowłoga z Warszawskiej splądrowano mieszkanie. Nieznani sprawcy ukradli niemało: garderobę męską i damską, biżuterię i złote monety. Wartość zrabowanych przedmiotów to 1500 zł. Policja jest na tropie.

Nie dość złego, to jeszcze w mieście niesamowity smród, bowiem ze Starego Miasta przez 3 Maja jechał wóz, z którego lał się na potęgę płynny nawóz. Dwie ulice śmierdziały jeszcze przez kilka godzin od momentu przejazdu tej osobliwej ekspedycji. To nie było jednostkowe zdarzenie, a związane ono było z wywożeniem nawozu z ustępów.

W gminie Somianka huśtająca się na huśtawce Feliksa Marczakówna, spadła z dużej wysokości między słupy, a deska huśtawki uderzyła ją dwukrotnie w głowę. Poniosła śmierć na miejscu. Jan Turek, towarzyszący Marczakównie, był tego świadkiem.

Powracający z lekcji katechizmu ośmioletni Antoś Parzuchowski z Bobów utopił się w stawie w Dzierżeninie podczas kąpieli. Wskutek nieumiejętności ratownika, nie został przywrócony do życia.

W Skaszewie w gminie Kozłówka w gospodarstwie Majewskiego oszalał pies. Gospodarz, nic nie wiedząc, o chorobie psa, poszczuł nim świnię. Następnie pies rzucił się na Majewskiego oraz na psa gospodarza Gajewskiego. Na tym nie koniec dramatu, jako że wściekły pies pogryzł jeszcze ponad 200 psów w bliższej i dalszej okolicy. I zrobił to przez jedną jedyną noc.

W Obrytem, podczas odpustu, pijani osobnicy wszczęli bójkę na sztachety. Dwóch z nich policja zatrzymała, to Józef Kalmara ze wsi Rowy w obryckiej gminie i Franciszek Bartlewski ze Szwelic. Aresztowani po upływie dwóch godzin w zamknięciu, sforsowali drzwi i dali nogę. Niestety, jeszcze tej samej nocy zostali ponownie ujęci.

Walentyna Mierzejewska z Pawłówka zmarła na zagadkową chorobę. Przewieziona do szpitala w Pułtusku zmarła nazajutrz. Podejrzenie? Zatrucie.

12-letni rybak łowiący ryby w kanale przy moście Staromiejskim, podczas zarzucania wędki złapał za ucho swojego rówieśnika. Dobrze, że nie za oko, prawda?

Chory na rozstrój nerwowy sołtys wsi Pobyłkowo Ignacy Kamiński popełnił samobójstwo przez poderżnięcie sobie gardła brzytwą. Zmarł natychmiast.

W domu przy Baltazara zdarzył się wypadek ciężkiego poparzenia. Irena Kaczyńska – 22 lata – korzystając z primusa, oblała się benzyną, a ta zapaliła się na niej. Wyglądała jak żywa pochodnia. Ciężko poparzoną niewiastę odwieziono do szpitala.

W Przewodowie w domu Salwinów, Stanisława i Mariana, podczas pieczenia chleba, wynikł pożar. Ogień wydobył się z komina na dach kryty słomą. Dom spłonął, a ogień przeniósł się na chałupę Piotra Salwina. Tak spłonął kolejny dom oraz stodoła i chlewy. Janina Salwin i jej córka Zdzisława – poparzone – zostały odwiezione do szpitala św. Wincentego a Paulo. Domostwa gasili strażacy z Pułtuska (naczelnik pan Bukowski) i Pękowa. Strażacy z Pękowa przyjechali do pożaru bez beczek na wodę, gdyż pan prezes tej jednostki pożyczył sobie beczki na swój użytek przy młócce, a może do podlewania.

Pan Józef W. tak się wkurzył na swoją żonę, najprawdopodobniej z zazdrości o nią, że zdemolował swoje i żonine mieszkanie. Odwieziono go na posterunek policji, bo i był pod gazikiem.

45-letnia Katarzyna Kiejańczyk z Psar po śmierci jej dwojga dzieci, w rozpaczy graniczącej z obłędem powiesiła się podczas nieobecności domowników.

Nagle zmarła żebraczka Aleksandra Kobylińska, 67 lat, w podwórzu przy Warszawskiej 8. Od dłuższego czasu żebrała w Pułtusku. Nie miała stałego miejsca zamieszkania, podobno pochodziła z Wieliszewa.

Ażeby tak odciąć się od dramatów pułtuskiego światka, była rada, przede wszystkim dla kobiet. Piegi należało smarować na noc rozgniecionymi poziomkami, obmywać mlekiem słodkim z cytryną albo miksturą składającą się z wody różanej, pomarańczowej i boraksu. Tak potraktowane piegi podobno ginęły.

OT, ŻYCIE!

Tekst GRAŻYNA MARIA DZIERŻANOWSKA, zdjęcie pochodzi z „EM`

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *