pultuszczak

Facebook


Deklaruję pomoc

2015-09-17 1:50:30

3 września w Szpitalu Powiatowym Gajda Med sp. z oo. (Grupa Gajda Med to 60 tysięcy pacjentów objętych POZ oraz usługi leczenia szpitalnego) odbyło się spotkanie, w którym uczestniczył dr Robert Gajda – współwłaściciel spółki, pracownicy i burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz

– Zakończył się pewien proces. Dotarliśmy do etapu, kiedy to jesteśmy w przededniu rozejścia się dwóch spółek. Czym to skutkuje? Już od poniedziałku w naszym szpitalu będą przebywać wyłącznie pracownicy SP GM plus obsługiwani przez nas pacjenci i osoby, które mają sprawy do szpitala administracyjnie – objaśniał dr Gajda.

Już na początku spotkania, bogatego w wiele ważnych wątków, Robert Gajda wyjaśniał:

– Pan burmistrz jest gospodarzem miasta, zarządza terenem, w którym funkcjonujemy, mieszkańcy gminy Pułtusk to są w 90 % nasi pacjenci i nie jest tak, że pan burmistrz nie ma tu nic do powiedzenia. Ma tu dużo do powiedzenia. A nie będę ukrywał, że będę wchodził w łaskę i prośbę o umorzenie podatku za grunty, które wynoszą 300 tysięcy w skali roku, to gigantyczne pieniądze. Pan burmistrz sam wyszedł z taką inicjatywą, że chciałby wesprzeć nas za naszą dobrą pracę, którą  obiecałem.

Burmistrz: – Spotkaliśmy się z uwagi na pismo –  z prośbą o umorzenie podatku i na prośbę ministra Nalewajka, który mi powiedział: „Ja budowałem ten szpital, a ty go ratuj”.  Sukces może powstać w tym szpitalu, tylko, drodzy państwo, musicie grać do jednej bramki.

W przeszłości, według burmistrza,  w szpitalnej sprawie popełniano błąd za błędem: „nie było odpowiedniego przygotowania do przeniesienia szpitala, logistyka była na złym etapie i poziomie, nie było zadbania o kontrakty, potem emeryci, nie wiadomo skąd, zarządzali szpitalem…„. 

– I powiem jako radny, my za szpital wzięliśmy dużą odpowiedzialność, bo wzięliśmy ponad 20 milionów zł kredytu, gdybyśmy go nie wzięli, nie wiem, co by było ze szpitalem.

I szpital jest, ale trzeba mu pomóc. Burmistrz dużą rolę upatruje tu w lokalnej  prasie (na spotkanie był zaproszony jedynie „Tygodnik Pułtuski”) i medialnym obiektywizmie, stąd apel K. Nuszkiewicza  „o pokazywanie tego, że jest również OK”. Niestety, w popławskim szpitalu nie wszystko „jest OK”, o czym świadczyły drastyczne, osobiste opowieści samego burmistrza, w których jak na dłoni było widać, że lekarz pacjentowi wilkiem jest.

– Tu musi się zmienić – powiedział Nuszkiewicz. –  Ale wróćmy do sprawy umorzenia podatku. Gmina nie jest bogata, dostałem ją zadłużoną na ponad 50 milionów. Dla mnie każdy podatek jest na wagę złota, ale na wagę złota jest dla mnie przede wszystkim życie a nie podatki. Życie i zdrowie. A jak padnie szpital, to państwo do mnie przyjdziecie  po pracę, a ja tej pracy nie mam. Co ja więc zrobię? Ja umorzę to pierwsze pół roku, pierwsze dwa kwartały. Co będzie dalej,  zobaczymy. Mam nadzieję, że spółka  będzie się dźwigać, a jak trzeba będzie jeszcze pomóc, to deklaruję taką pomoc, bo widzę zaangażowanie pracowników i dra Gajdy, świetnego lekarza i menedżera. Jestem odważny i ryzykuję.  Wiem, że pieniądze te pójdą na zmniejszenie zobowiązań i państwo się dźwigniecie.

– Panie burmistrzu – powiedział z dużą subtelnością dr Gajda –  ja tylko pragnę zauważyć, że pan czyni dobro  starej spółce, a ci państwo (pokazał na zebranych) z tego nic nie mają. Pan „umarza” zobowiązania starej spółki, tej, która się zadłużała w szybkim tempie, „jechała” 400 tysięcy zł na miesiąc. My zaczęliśmy życie na własnym rozrachunku od 1 sierpnia, więc z tego pańskiego, bez wątpienia dobrego gestu, czerpać będzie konkretnie starostwo, nie my. Ja proszę, żeby i ten tok rozumowania, i pana dobroczynność  przeniosła  się na datę po

1 sierpnia.

– Proszę być spokojnym, wpłynie wniosek, będę go rozpatrywał i tyle – odpowiedział burmistrz.

Robert Gajda: Jest więc nadzieja i jestem dobrej myśli. Jasne, że są problemy,  trzeba się odpępić  od pewnych zależności, poprzecinać mentalne przyzwyczajenia… Myślę, panie burmistrzu, że atmosfera  już jest nieporównywalnie lepsza niż była. A jesteśmy dopiero  miesiąc po starcie!!!  Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest, na ile my się zamkniemy za sierpień. Tak będę wiedział, na ile jesteśmy w plecy. Do 31 lipca byliśmy w plecy  400 tysięcy miesięcznie. Jestem przekonany, że jest dużo dużo mniej. Jeśli kwota jest na poziomie 150 tys., to przez jakiś czas to wytrzymamy, jeżeli to jest poziom powyżej 200 tys., to mamy duży problem.

Dalszą część spotkania zdominowały sprawy szpitalne i ogólnoszpitalne (np. oznakowanie dojazdu do obiektu, rozwiązanie problemu pobytu bezdomnych pacjentów w upojeniu alkoholowym, pozostawionych do wytrzeźwienia, pomoc pacjentom w poruszaniu się w szpitalnym gąszczu, płatny parking, integracja środowisk medycznych – lokalnego i szpitalnego,  pozyskanie dobrych ginekologów, położników i lekarzy noworodków).

Na koniec padło: – Dużo osób odeszło, ale przesadą jest twierdzenie, że zostali sami nieudacznicy.  A ci wybitni, którzy odeszli, już wracają albo chcą wrócić, bo im się nie poukładało. Problemem za chwilę będzie to, że mamy małe kontrakty. Ale ja mam plan, wiem, co trzeba robić, żeby iść do przodu. I wiem – tu dr Gajda zwrócił się do burmistrza – że Izba przyjęć to najtrudniejsze miejsce, to poligon, to koszmarne miejsce – jak pogotowie. Pogotowia nie mamy, to źle. Zawalczymy o nie. A ta Izba przyjęć… Wszyscy chcą być przyjęci od razu i nie ma się co dziwić. Dlatego pracujący tam powinni być empatyczni i kulturalni. Muszą nastąpić zmiany w zachowaniu pracowników Izby i lekarzy, do tej zmiany nie potrzeba pieniędzy, potrzeba serca. I spojrzenia na pacjenta jak na człowieka.

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *