pultuszczak

Facebook


Czy punktacja zwyciężyła nad logiką? I człowiekiem?

2018-10-05 2:35:15

Ludzie przychodzą do REDAKCJI TYGODNIKA wówczas, kiedy tracą nadzieję na pozytywne rozwiązanie swoich skomplikowanych spraw. Tak było z E., która miała nadzieję na zamianę mieszkania. E. mieszka w bloku poniemieckim, w którym jeszcze niedawno mieścił się MOPS i w którym żyje od lat

Pani E. – wraz z mężem i dwoma synami – mieszka w lokalu, który rzuca się w oczy. Z zewnątrz tym, że jego okna są inne od lokali po prawej stronie bloku, od wewnątrz czarnymi plamami wszędobylskiej wilgoci i pleśni. – To mieszkanie po byłej BAKTERIOLOGII (wyremontowane przez E. bez gminnej złotówki – gmd): trzy stare okna, których strach myć, żeby nie wypadły z futryn, brak sprawnej wentylacji, piece, które nie ogrzewają całości mieszkań i w których to albo się pali, albo nie. W związku z tym kilka razy w roku wzywa się kominiarza. To mieszkania przejściowe, po dwóch stronach wspólnego z sąsiadką korytarzyka (został uszkodzony podczas remontu mieszkań po MOPS jak sufit i rury – gmd). Korytarzykiem, do wyjścia na klatkę, przechodzi więc sąsiadka i ci, którzy do niej przychodzą. Jest wnęka, w której śpimy z mężem (pościel wilgotna), kuchnia, łazienka i duży pokój. Mieszkania są w strasznym stanie, chociaż remontowałam je na swój koszt dwa lata temu (zrywałam tynki, podłogi, kładłam panele) – tu się nie da mieszkać. Zimą mamy 5 stopni ciepła, kiedy wstajemy z łóżek, po ścianach leje się woda, na podłodze leżą więc ręczniki, które ją zbierają. Zimą za prąd płacę 800 – 900 zł – dogrzewanie! O stanie mojego mieszkania informowałam jeszcze poprzednią prezes TBS, na polecenie której remontowano mi wentylację, remont jednak nie poprawił jej stanu. Z panią Ewą Kowalską można się było porozumieć, kiedy był problem. Ona też mówiła, że będę miała wymienione okna. Teraz te okna są pośmiewiskiem dla przechodzących ulicą…
Pani E. miała nadzieję na zamianę starego mieszkania – na wyremontowane lokum w budynku, w którym wciąż mieszka. Nadzieje spełzły jednak na niczym.
W tej sprawie skontaktowaliśmy się z radnym Bogdanem Pieńkosem. Radny Pieńkos dobrze zna i panią E., i jej trudną sytuację mieszkaniową. Już na wstępie powiedział: – Bardzo chciałem pomóc tej pani. Zrobię wszystko, by dostała mieszkanie. Mnie jej po prostu szkoda.
Tak wyjaśnia kulisy przydziału ostatniego wolnego mieszkania: – Nie było zgody w komisji, co do przydziału mieszkania – jednak komisja je przyznała, burmistrz zatwierdziła. To ładne mieszkanie, ale drogie. Ma ogrzewanie elektryczne i powinno być przydzielone tej rodzinie, którą będzie stać na opłaty. Panią E. stać jest na nie, oboje z mężem pracują. A czy opłaty będzie uiszczał obecny mieszkaniec? To jest pytanie.
Z rozmowy z radnym wynika, że starającą się o mieszkanie zgubiła… punktacja. To ona pokonała zdrowy rozsądek i rodzinę E. – I póki jest taka uchwała – mówi B. Pieńkos – tak będzie, niesprawiedliwie. PSL ją ustanowił ostatnim rzutem.
Dziwi, że podczas remontu mieszkań po MOPS-ie nie przeprowadzono kompleksowego, który objąłby również lokal pani E. Czy nie prościej byłoby dać rodzinie mieszkanie zastępcze na czas remontu, zaś po nim umożliwić jej powrót na tzw. stare śmieci, do miejsca, do którego rodzina E. jest przyzwyczajona i dobrze się w nim czuje? Ot, paranoiczne działanie, bezmyślne, przysparzające problemów w rozwiązywaniu mieszkaniowego głodu.
E., oczywiście, przyszło do głowy, żeby wystąpić o remont jej mieszkania, kiedy ten odbywał się po drugiej stronie blokowego korytarza. Sprawę przedstawiła GMINIE, ale usłyszała, że nie ma funduszy. Ponadto remont DOBREJ STRONY przeżyła w swoim mieszkaniu, narażając się na jeszcze większe niewygody niż zazwyczaj.
9 sierpnia pani E. otrzymała pismo z RATUSZA podpisane przez burmistrz Dorotę Subdę. Krótkie. „W nawiązaniu do złożonego wniosku o zamianę lokalu uprzejmie informuję, że w wyniku rozpatrzenia przez zespół do spraw mieszkaniowych przyznane zostało Pani 335 punktów. Wobec powyższego została Pani umieszczona na drugiej pozycji w rejestrze zamian lokali w gospodarstwie czteroosobowym”.
Teraz E. musi uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na – oby szybką – zamianę. A że idzie jesień, musi się też przygotować na wzmożoną walkę z domową zgnilizną ścian i sufitów oraz z zaduchem wilgoci. Wie, że na TBS nie może liczyć, jedynie na radnego Pieńkosa i łaskawość albo jeszcze obecnej burmistrz albo nowej władzy. – Dzwoniłam do obecnego prezesa TBS. Odrzucał moje połączenia, wreszcie powiedział, że nie będzie ze mną rozmawiał, bo moja sprawa jego nie dotyczy. Co mogę jeszcze powiedzieć? Ano to, że dostałam propozycję zamiany mieszkania na lokum w Rynku, dom nad kanałkiem, w podwórzu kamienicy, w której mieścił się zegarmistrz, ale bez łazienki, kibel, przepraszam za określenie, w stanie, którego nie opiszę, piec stary, ściany ruina… A podanie o zamianę mieszkania złożyłam w lutym tego roku.
Dodajmy, że E. jest kobietą młodą, zadbaną, pracującą, utrzymującą swoje mieszkania w idealnym porządku i w ciekawej estetyce. I co ważne – nie ma zaległości w opłatach za lokum.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *