pultuszczak

Facebook


Czerwone Drzwi pani Katarzyny

2015-08-13 12:27:52

– Prawda jaka ładna nazwa? – pyta mnie Katarzyna Woltańska – Kubicz , świetna babeczka, właścicielka galerii Czerwone Drzwi (Przemiarowo 16). – Bardzo energetyczna i kobieca. Nazwa sklepiku/galerii już była wymyślona, kiedy wyczytałam w książeczce feng shui, że jest bardzo dobrze, jeżeli czerwone drzwi wychodzą na południową stronę, bo symbolizują obfitość…

Co w Czerwonych Drzwiach pojawiło się pierwsze? Może dwie szafy z międzywojnia, ze starej stodoły w Lipnikach? Stare… Pani Kasia  sama renowacji nie przeprowadza. – Wymyśliłam sobie, że będę szukała przedmiotów starych i pięknych, ale nadających się do użytku bez renowacji – mówi. – Albo będę przy pomocy bardzo zdolnych ludzi produkować meble, które są stylowe, retro, piękne, z dobrych materiałów. Nie wszyscy akceptują stare meble. Mnie się wydawało, że większość ludzi kocha stare meble, ale nic podobnego… Ja tak  mam, że kocham. Ktoś inny nie.  No, ale meble powinny być ze szlachetnych materiałów, czyli z dobrego liściastego drewna (pani Katarzyna jest właścicielką tartaku i wie, co mówi).
Jednym z najpiękniejszych  mebli, które pysznią się w DRZWIACH, jest ponad stuletnie francuskie łóżko. – Bardzo piękne, przeznaczone dla wyjątkowego klienta, do specjalnej sypialni – jest duże i bardzo je lubię. Chciałabym, żeby poszło w dobre ręce. Akurat sporo jest francuskich mebli… Ich estetyka jest mi bliska.
W właścicielce Czerwonych Drzwi też jest piękno. Skąd ono? – Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie – podaje moja rozmówczyni i przechodzi do urody przedmiotów, które muszą być wykonane ze szlachetnego materiału. – A druga rzecz to kolor. Wrażliwość na kolory się ma, albo się jej nie ma. Tylko uwaga – moja wrażliwość na kolory wcale nie musi odpowiadać czyjejś wrażliwości.
Pytanie: czy przedmioty ze szkła, mosiądzu, ceramiki też są piękne? – Mosiądz lubię tak sobie, chociaż przedmioty z mosiądzu są piękne, miałam piękny świecznik, który już sprzedałam…  Ale ja bardzo lubię ceramikę, szlachetną, np. z Bolesławca. Ale czy ona tu znalazłaby nabywców? Jedna z moich przyjaciółek, Ewa Bukowska,  sama robi śliczną ceramikę, mam ją w galerii. Chcę pokazać moim gościom, że kubek z Dalekiego Wschodu nie jest ładniejszy od ręcznego wzoru. Ponadto zachwycam się marką z BELLDECO, świetną polską marką. To różnorodne  dodatki do wnętrz.
Malarstwo? Owszem. Wytwarza  klimat w każdym pomieszczeniu. Na ścianie galerii, nie można go nie zauważyć, znajduje się obraz Adama Kołakowskiego, bardzo zdolnego malarza z Opinogóry. – To dla mnie zaszczyt, że zechciał go tu powiesić, a będzie ich więcej. Mam też dwa obrazy Asłanjana, pejzaże zimowe, i opowiadam ludziom, że niedaleko Pułtuska, w Płocochowie jest piękna galeria – ludzie nie mają o tym pojęcia.
Piękno. Piękno. Piękno. W galerii nie ma przedmiotów, które pani Kasi zupełnie, ale to zupełnie się  nie podobają. Że się sprzedają i takie? Nie, to pani Katarzyny wcale nie interesuje.  – Zarabianie pieniędzy nie jest najważniejsze – objaśnia. A cel Czerwonych Drzwi? Pieniądze, owszem, ale na drugim miejscu. Dlaczego? Pani Kasia: – A dlatego, że człowiek powinien robić to, co bardzo lubi, a może nawet kocha. Ja bardzo lubię wszystko, co się łączy z urządzaniem wnętrz. Robię to intuicyjnie, robię to całe życie i mam dużą potrzebę urządzania. A że już się trochę urządziłam, znalazłam ujście mojej pasji urządzania, czyli DRZWI.
Dom Katarzyny też jest piękny – pełen naturalnych materiałów – drewna, kamienia, kolorów ziemi – brązy, szarości, zielenie. – Ludzie się dobrze u mnie czują, mówią o klimacie domu… To dzięki tej estetyce. No i ja lubię ludzi. Rozmowy z nimi, słuchanie ich…
Ludzie wchodząc do galerii, mówią: – „O Boże, jak tu pięknie!”. A pomysł Czerwonych Drzwi przyszedł do mnie w najmniej oczekiwanym momencie. To był strzał. Wymyśliłam sobie, że wyremontuję stary, brzydki i zrujnowany garaż. Oznajmiłam mamie, że w nim  będzie sklepik/galeria. Miała bardzo dziwną minę. Zresztą przez długi czas. Potem przyszedł do mnie entuzjazm… Z nim praca  i estetyzacja miejsca.
Po słowach zachwytu nad galerią, ludzie przechodzą do zachwytu nad poszczególnymi przedmiotami, np. nad francuskim dębowym kredensem. – Podobają się też zupełnie proste, powycinane bloczki dębowe i jesionowe. Można na nich siedzieć, można postawić na nich lampę. Są trochę toporne, ale mamy taką modę na takie toporne rzeczy…
– Mnie bardzo się podobają, myślę o ich kupnie – mówię. A właścicielka: – Na razie nie mam już miejsca, żeby gromadzić kolejne przedmioty. Zapraszam gości, bardzo się cieszę, jak ktoś przyjdzie, a jak ktoś coś kupi, to jest bardzo miłe. Wiem, że reklama galerii  „leży”, ale zadbam o nią. – Chociaż  wczoraj jeden pan powiedział mi, że nazwa jest obiecująca. Właśnie!!!

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *