pultuszczak

Facebook


CLEVER, CLEVER, CLEVEROWE DZIECI

2016-03-08 12:05:54

Dzieci z Niepublicznego Przedszkola CLEVER (39 osób) przywitały TYGODNIK piosenką, do której muzykę napisał wujek Grzesio Dziubiński. – Nasze dzieci pięknie umieją śpiewać – zaznaczyła ciocia Iwona Niedzielska – Dziubińska i przedszkolaki zaintonowały „Przyszła do nas dziś muzyka”. Potem Asia, Klaudusia, Majeczka, Juleczka i Michałek pytali redakcyjnego gościa o pracę w TP. To na początek…

Po przedszkolnym budynku, estetycznym i ciekawie zagospodarowanym, oprowadziła mnie, w towarzystwie dzieci, właścicielka CLEVERA. – Mamy trzy piękne sale, jednakże najpiękniejsza to ta z zabawkami. Mamy różne kąciki zajęć i zainteresowań – od czytania książeczek przez gotowane do sprzedawania różnych towarów. Jak w prawdziwym świecie. A tu są nasze prace związane z konkursem wewnętrznym. Celem wszystkich przedszkolnych konkursów jest zachęta rodziców do współpracy z dziećmi i spędzania z nimi czasu w ciekawy sposób. Druga sala to duża motoryka – nie chcę jej nazywać salą gimnastyczną… Kolejne, trzecie pomieszczenie – dydaktyczne. Zero bodźców, chodzi o wyciszenie. Prowadzimy tu zajęcia muzyczne i językowe, język niemiecki i angielski. Tu także mamy wszelakie gry. Podkreślę, że nasze przedszkolaki lubią zajęcia taneczne i plastyczne, lubią gimnastykę… – mówi pani Iwona.

Przez duże okno widać najbliższą okolicę, cichą i spokojną (przedszkole dysponuje dobrze zagospodarowanym placem zabaw). Nie ma ruchu i zanieczyszczeń. Przed wejściem samochód. – Jesteśmy w stanie odebrać dziecko z miejsca, które wskaże rodzić i na to miejsce je przywieźć. Rodzice korzystają z tego udogodnienia (CLEVER jest czynny od 7 do 17, a co drugi tydzień od 6 do 17). Nikt się temu nie dziwi, bo to olbrzymie ułatwienie dla rodziców.

Trafiłam na porę przedobiadową. Na obiad zupka kalafiorowa ze śmietanką, kotlecik mielony z piersi kurzej z kartofelkami i buraczkami. Kompot. Pycha. Pani Hanna Długołęcka to doskonała kucharka. – Z przedszkolem jestem od początku i wiem, że dzieci najbardziej lubią pomidorową, rosołek, barszcz czerwony, placuszki, naleśniczki no i kotleciczki. Buraczki i marchewka tak, szpinaczek średnio. Słodycze? Chałeczki, murzynek, obwarzanki… Warzywa? Kapustka pekińska z kukurydzą i z marchewką… A w ogóle lubię dzieci, śmieję się z nimi od ucha do ucha – relacjonuje Hanna.

I. Niedzielska – Dziubińska: – Jedzonko mamy z własnej kuchni, mamy śniadanko, potem zupkę, drugie danie, ale te posiłki są rozgraniczone, następnie podwieczorek i minikolacja. Wczoraj była zupa ogórkowa, naleśniczki z dżemem, serem i puste. Poznajemy wszelkie smaki, degustujemy… Nie wyobrażam sobie, żebyśmy t zupę ugotowali i nikt by mi jej nie zjadł…

Wycieczki? – W naszym regionie, przede wszystkim plenerowe, zwiedzamy piękne okolice, miejsca nad rzeką, Muzeum Regionalne, kino, jeździmy też na wycieczki zorganizowane, np. do Skaszewa, do agroturystyki. Nie szarpię się na wycieczki do warszawskiego ZOO, dla mnie ważna jest Mała Ojczyzna.

Rodzice? – Są fantastyczni. Ufają nam, znają nas z poczty pantoflowej, szeptanej, najlepszej. Nie jesteśmy rozreklamowani, ale jesteśmy znani. Komunikujemy się na co dzień. Ja pracuję z dziećmi, dla mnie dziennik to ostateczność. A rodzice? Trzeba mieć z nimi kontakt, przywitać, opowiedzieć o dziecku, co się wydarzyło… Sztucznie się z rodzicami nie organizujemy, rodzic w dzisiejszym świecie jest zapracowany, zajęty, nic im nie narzucamy, ale jeśli trzeba, są skłonni do pomocy.

Kadra pedagogiczna? – Panie (Karolina Zdunek i Paulina Borczyńska – przyp. gmd) są otwarte, mają doskonały kontakt z dziećmi, pasują do nas. Pozostałe koleżanki również są bardzo fajne, uśmiechnięte, przyjazne, wspaniale współpracują z dziećmi.

Grzegorz Dziubiński: – Nie zawsze wykształcenie udokumentowane stertą papierów oraz lata pracy idą w parze z dobrą pracą. My mamy to szczęście, że stanowimy rodzinę, dzieci czują się w tej rodzinie bezpieczne i swobodne.

Iwona Niedzielska – Dziubińska: – Praca z dziećmi polega na elastyczności i osoby współpracujące z nami są elastyczne, my tej elastyczności poszukujemy. Mamy własną wizję przedszkola. Ważne jest dziecko, a nie realizacja podstawy programowej. W pracy z dzieckiem chodzi o rozwijanie się, o czytanie, o zdobywanie wiedzy, o samokształcenie. I o… czucie. Nie chodzi o zdobywanie papierków i wieszanie ich w gablotach (dyplomów jest jednak mnóstwo – przypisek gmd).

Używając przenośni można powiedzieć, że CLEVER ma w gablotach dzieci! One są najważniejsze.

CLEVER? – Mąż wymyślił tę nazwę. Oznacza osobę błyskotliwą, mądrą – chciałabym, żeby z naszego przedszkola wychodziły takie właśnie dzieci. Pomysł przedszkola zakiełkował w naszych głowach, kiedy nasze pierwsze dziecko, Janek, pojawiło się na świecie. I tak jadąc do Ciechanowa, pomyślałam: otwieramy przedszkole, bo lubię pracować z dziećmi. Zaraz kupiliśmy keyboard, bo pomyśleliśmy, że naszym atutem będzie muzyka, plastyka i angielski. (-O, Ola i Kasia idą na zupkę – zauważa ciocia Iwona). Muzyka to domena Grzesia, także plastyka.

Proszę pana Grzegorza o dokończenie zdania: Moje przedszkole jest… – Moje przedszkole jest wspaniałe, bo dzieci czują się w nim jak w domu. To dom otwarty dla wszystkich dzieci! – rzuca bez namysłu.

Opuszczam przedszkole z myślą o naszym Oleczku. Gdybym mogła, skierowałabym go właśnie do CLEVERA.
1

2

3

4

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *