pultuszczak

Facebook


BYŁAM DUMNA, ŻE WIOZĘ DO PUŁTUSKA STATUETKĘ

2016-10-13 9:45:55

Z Izabelą Sosnowicz – Ptak, o Nagrodzie PISF dla KINA Narew, rozmawia Grażyna M. Dzierżanowska

41. Festiwal Filmowy w Gdyni przeszedł już do historii, ale myślę, że pozostanie z Panią jeszcze długo, może na zawsze. To – sądzę – największa i najwspanialsza nagroda w Pani życiu… Myślę, że Pułtusk jeszcze nigdy nie dostał nagrody tej rangi.
Uczestnictwo w Festiwalu było wspaniałym przeżyciem, naprawdę niezapomnianym. Wydaje mi się, że dla Pułtuska i jego mieszkańców to jedna z większych nagród.
Nagroda PISF to takie trzy w jednym, bo to i promocja kina Narew, i Pani pracy, i – przede wszystkim – Pułtuska. Przypomnijmy, że przekaz o nagrodzie poszedł w Polskę podczas 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni…
Z perspektywy krótkiego czasu, który minął od ogłoszenia i wręczenia nagrody, gdy opadły już największe emocje, zastanawiam się nad tym, co się wydarzyło. I po raz kolejny uświadamiam sobie, że wszystko co robimy, ma ogromny wpływ na kolejne wydarzenia. Jedno działanie pociąga za sobą drugie i tak zbierane pomysły, projekty jak paciorki układają się w naszyjnik, który nas zdobi. Działanie, które zgłosiliśmy do nagrody, powstawało przez kilka miesięcy poprzedzających rok jubileuszowy, czyli w 2014 roku. To szukanie najciekawszego i najlepszego sposobu uczczenia 100- letniego kina. Podstawowym założeniem była idea, aby nie koncentrować się na jednym dniu galowym, lecz zorganizować coś, co będzie działo się wokół kina przez cały rok jubileuszowy – od stycznia do grudnia. To ogrom pracy koncepcyjnej, rozmów z różnymi ludźmi związanymi z filmem, poszukiwania historii naszego kina w archiwach i muzeach, często poza Pułtuskiem. Ogrom pracy koncepcyjno – badawczej w wyniku której krystalizował się program projektu. Dopiero na etapie realizacji poszczególnych elementów włączali się pracownicy, aby zrealizować zaplanowane przedsięwzięcia. Od wielu lat promuję Pułtusk poprzez kino i teatr. Wszędzie podkreślam wyjątkowość naszego miasta w tych dziedzinach sztuki. Warto tu chyba wspomnieć o ubiegłorocznym projekcie „Tradycje teatralne Pułtuska” dofinansowanym z promesy ministra kultury. Ale kino – jedno z najstarszych na ziemiach polskich, niezmiennie działające w tym samym budynku – to prawdziwa rzadkość. Napisałam o tym w książce wydanej z okazji jubileuszu, więc nie będę się powtarzać. Pragnę podkreślić, że właśnie ubiegłoroczne wydarzenia umożliwiły i stały się pretekstem do starania się o nagrodę PISF „za znaczące osiągnięcia w upowszechnianiu i promocji polskiego kina” w 2015 roku. Sama nominacja jest ogromnym wyróżnieniem, więc cieszyłam się z niej. Miałam jednak cichą nadzieję, że może dane mi będzie przywieźć statuetkę do Pułtuska…
Jak wygląda nagroda PISF? Gdzie będzie jej miejsce? Ile złotych wynosi nagroda pieniężna i na co zostanie przeznaczona? A dyplom?
Nagroda PISF to przede wszystkim ogromny prestiż, a rzeczowo to statuetka (bardzo nowoczesna) autorstwa Xaverego Deskura Wolskiego, absolwenta ASP w Krakowie oraz kwota 15 tys. złotych. To samo pytanie, dotyczące przeznaczenia nagrody pieniężnej padło wkrótce po uroczystości oficjalnej z ust przedstawicielek również nominowanego kina w Poznaniu. Powiedziałam wówczas, że pieniądze przeznaczę na nagrody dla osób, które pracowały przy realizacji projektu. Były bardzo zaskoczone moją odpowiedzią i stwierdziły, że chciałyby mieć taką szefową, która myśli o swoich pracownikach. Jak widać, dotrzymałam słowa. Już na drugi dzień po powrocie z Festiwalu w Gdyni, odbyło się (wcześniej zaplanowane i zapowiadane) spotkanie, na które serdecznie zapraszałam mieszkańców Pułtuska, podczas którego opowiedziałam o nagrodzonym projekcie i wręczyłam nagrody pracownikom Centrum Kultury.
Piękny gest z tymi nagrodami dla pracowników…A emocje były, prawda? Jak przebiegała ceremonia nagradzania?
Myślę, że człowiek nigdy nie jest przygotowany na to, co ma się wydarzyć, więc – tak – emocje były ogromne. Ogromna sala, tłum ludzi, światła, kamery, fotoreporterzy, unosząca się w powietrzu atmosfera niepokoju i wyczekiwania pomieszana z nadzieją i drżeniem – a jeśli mnie wyczytają, co wtedy?
Co Pani powiedziała tuż po otrzymaniu nagrody, tam, z gdyńskiej sceny?
Trudność stanowiło to, że nasza kategoria była pierwsza, więc nie wiedziałam, jaka jest konwencja wystąpień laureatów. Czy można będzie coś powiedzieć, czy też odebrać nagrodę, uśmiechnąć się i powrócić na miejsce. Wypowiedź układałam naprędce, myśląc, aby jakoś zejść na dół i wejść na scenę. Wydało mi się, że najlepiej będzie mówić krótko i zwięźle. Najlepiej odnieść się do słów zapowiadającego, bo wtedy popełnia się mniej błędów. Więc było krótko i esencjonalnie jak mniemam, z podziękowaniem dla mieszkańców Pułtuska uczestniczących w ubiegłorocznym projekcie. Głos mi drżał (jak zauważyła znajoma pułtuszczanka), ale komu by nie drżał?
Ciekawa jestem, jak zachowywali się pozostali nominowani, kiedy nagroda była już w Pani rękach.
Tak jak wspomniałam, nominowani w naszej kategorii po uroczystości podeszli z gratulacjami. Odniosłam jednak wrażenie, że przedstawicielki kina „Muza” w Poznaniu były zaskoczone przyznaniem nagrody dla Pułtuska. Wynikało to z dalszej rozmowy, ale to już jest bez znaczenia.
Pani się cieszyła na całego, dynamicznie, czy tak po cichutku, w sercu?
Cieszyłam się, byłam oszołomiona, serce waliło mi w piersi i nie pamiętam, jak dotarłam na swoje miejsce. Pierwszy składał mi gratulacje (zaskoczony i bardzo zadowolony, że o nim wspomniałam ze sceny) prof. Tadeusz Lubelski, który przybył na uroczystość z żoną. Siedzieli rząd niżej przede mną.
Suknia była czarna, jak Pani wcześniej zakładała?
Oczywiście była suknia czarna… ale dzień wcześniej. Podczas akredytacji w biurze festiwalowym otrzymałam pakiet materiałów informacyjnych i reklamowych dotyczących Festiwalu. Dodatkowo w przeznaczonej dla mnie przegródce czekała srebrna koperta. Jakież było moje zaskoczenie, gdy ją otworzyłam i wyjęłam zaproszenie na Uroczystość Otwarcia Festiwalu. Jeszcze większe zaskoczenie było, gdy przeczytałam informację, że „obowiązują stroje wieczorowe” no i tu przydała się sukienka, którą miałam włożyć na ogłoszenie wyników. Był czerwony dywan, gwiazdy kina i telewizji, tłumy obserwatorów, fotoreporterzy – absolutnie pełna gala. Mało powitań i przemówień – tyle ile trzeba. Następnie pokaz filmu biorącego również udział w konkursie – ” Królewicz Olch”. Później elegancki bankiet z orkiestrą i wspaniałymi potrawami. A wracając do stroju, to ponieważ (jak zapewne większość kobiet) nie chciałam włożyć dwa razy tej samej kreacji, więc musiałam zmienić wcześniej przygotowany ubiór.
Czym jest dla Pani Nagroda PISF? Mobilizacją? Chodzi mi o konkretną mobilizację, nie chodzi mi tu o mobilizację do pracy, bo MCKiS pracuje na ful.
Każda nagroda uskrzydla. Powoduje, że nie żałuję poniesionego trudu, nieprzespanych nocy, ciągłej troski – czy się wszystko uda, czy starczy pieniędzy, czy nie zaskoczy mnie sytuacja, z której nie będzie wyjścia? A działanie jest wpisane w cechy osobowości, pewnego niepokoju wewnętrznego, który podsuwa wciąż nowe pomysły. Ta nagroda jest niewątpliwie zwieńczeniem pewnego etapu pracy, ale czas nie stoi w miejscu i już myślę o następnych projektach.
Pułtuszczanie Pani gratulowali? Kto był pierwszy?
Pierwsze gratulacje były jeszcze podczas wręczenia kolejnych nagród, ponieważ od razu – trochę trzęsącymi rękami, wysłałam radosną wiadomość do kilku osób. Za chwilę otrzymałam w odpowiedzi esemesy i króciutkie ciche rozmowy – dużo ciepłych słów. Gratulowali moi współpracownicy, burmistrz Krzysztof Nuszkiewicz, rektor Akademii Humanistycznej Adam Koseski, nasz radny i dyrektor Domu Polonii Michał Kisiel, między innymi gratulującymi (właściwie jako jedna z pierwszych) także pani redaktor, za co bardzo dziękuję. Po moim powrocie spotkałam się z ogromną życzliwością i uznaniem osób bliskich, zaprzyjaźnionych, znajomych i nie znajomych. Najbardziej zaskakujące i miłe były gratulacje osób zupełnie mi nie znanych, spotykanych na ulicach naszego miasta w sklepach, w różnych sytuacjach. Myślę, że oprócz prasy to także ogromna zasługa Internetu. Dlatego dziękuję wszystkim tym, którym ta nagroda dla miasta sprawiła radość i poczucie dumy z tego, że ją otrzymaliśmy. Bo tak naprawdę, to nagroda DLA NAS. Aż ciśnie się na usta slogan znanej reklamy: BRAWO MY!
A na uspokojenie emocji, już po otrzymaniu nagrody, w hotelu, był szampan od męża czy proszek na spokojny sen?
Przyznaję, że trudno było mi zasnąć. Cały czas analizowałam to, co się wydarzyło, co powiedziałam. Dręczyły mnie myśli, że mogłam powiedzieć coś innego, jak to zwykle bywa po fakcie. Ale cieszyłam się ogromnie. Byłam dumna, że wiozę do Pułtuska statuetkę – dar dla mieszkańców naszego miasta.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *