pultuszczak

Facebook


Bloki bez szans na ratunek

2020-05-12 9:41:44

Po wydarzeniach sprzed kilkunastu dni postanowiłem napisać o płonącym mieszkaniu w bloku na pułtuskim osiedlu. Nie o tym pożarze, ugaszonym dwa tygodnie temu. Chcę opisać pożar, który dopiero może wybuchnąć na którymś z naszych osiedli. Nikt tego nie chce, jednak wszyscy doskonale wiemy, że coś takiego, prędzej czy później, zapewne się przydarzy. Takie życie.

NIKT SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁ
To sformułowanie ma drugie dno i dodatkowe znaczenie z dramatycznymi konsekwencjami. Napiszmy to w takim zestawieniu: nikt się tego nie spodziewał = mądry Polak po szkodzie. Można jeszcze coś dodać o kopaniu studni, kiedy już się pali.
Przy ostatnim pożarze znów okazało się, że strażacy nie mieli łatwego zadania. Dlaczego? Bo regułą na pułtuskich osiedlach (identycznych z tymi, które zobaczymy w każdym polskim mieście i miasteczku…) jest BRAK MOŻLIWOŚCI DOJAZDU. Formalnie mówi się o „warunkach prowadzenia akcji ratowniczo – gaśniczej”, a każdy z nas ma oczywiste wyobrażenie: „pali się, trzeba wezwać strażaków, oni przyjadą, uratują ludzi i ugaszą pożar”. Strażacy uczą się latami zawodu, latami zdobywają doświadczenie. Wszystko co robią, jest przemyślane, wyćwiczone, skoordynowane, nic nie podlega przypadkowi. Jednak tam gdzie wybuchł pożar (…choć nikt się tego nie spodziewał) bardzo często strażacy po przybyciu stają przed dramatycznym problemem – jak dojechać do bloku, w którym płonie mieszkanie? Pod oknami trawnik a na nim szpaler drzew, sięgających często na wysokość dachu. Na granicy trawnika i biegnącej wzdłuż bloku wąskiej drogi wewnętrznej, do wyboru: albo rzędy słupków, albo rzędy zaparkowanych „zderzak w zderzak” samochodów. Często też: jedno i drugie. Wyobraźmy sobie dalej: w płonącym mieszkaniu na 3 piętrze są ludzie. Klatka schodowa pełna dymu i ewakuujących się w popłochu mieszkańców z pozostałych mieszkań. Drzwi do płonącego mieszkania solidnie wzmocnione, zamknięte, nikt nie otwiera i trochę potrwa, zanim zostaną sforsowane i otwarte. Osoby z płonącego mieszkania można ewakuować od zewnątrz, z podnośników lub drabin….ale nie da się tam dojechać wozami z podnośnikami i drabinami. Bo słupki, bo drzewa, bo auta…. A liczą się wtedy kolejne sekundy.
CZTEROPIĘTROWE BLOKI
Takie dominują na pułtuskich osiedlach. Czemu nie wyższe? Kiedy szefowie spółdzielni, TBS-ów, architekci i urbaniści decydują o takich rozstrzygnięciach, biorą pod uwagę masę różnych czynników, w tym przepisów wynikających z ustaw i rozporządzeń, także z obszaru prawa budowlanego i ochrony przeciwpożarowej. Większość z nas słyszała, że „…jakby blok był wyższy niż 4 piętra, to trzeba już zrobić w nim windę…” Prawda? A słyszeliście może, że jeśli jest wyższy niż 4 piętra, to pojawia się między innymi obowiązek doprowadzenia do budynku drogi pożarowej? Rozporządzenie ministra MSWiA w sprawie przeciwpożarowego zaopatrzenia w wodę oraz dróg pożarowych w § 12 precyzuje warunki, przy których do „budynków zamieszkania zbiorowego” należy doprowadzić drogę pożarową. Kiedy po wybudowaniu bloku mającego „jedynie” cztery piętra, trzeba urządzić teren wokół, to z punktu widzenia inwestora istnieje korzyść: można nie budować drogi pożarowej. Jednak z punktu widzenia tych, którzy tam zamieszkali pojawia się tragiczna wada: nie ma drogi pożarowej. Czy jednak wszyscy mieszkańcy dostrzegają taką groźną ułomność? Tu dochodzimy do sedna sprawy: zdecydowana większość z nas „nie spodziewa się” pożaru i tragedii. Dla jednych ważne, żeby pod oknami były trawniki i drzewa, aby żyć w zieleni wśród śpiewu ptaków. Dla innych najważniejsze jest to, żeby zaparkować swoje auto jak najbliżej drzwi do klatki schodowej – najlepiej pod oknem. Dla nich sprawą ogromnej wagi jest brak konieczności pokonania dodatkowych kilkunastu czy kilkudziesięciu metrów od samochodu do domu. Krytycznie ważne jest również to, żeby auto można widzieć zza firanki, to chyba oczywiste i zrozumiałe…. Ci pierwsi, oczekujący zieleni i przestrzeni bez aut, są w swoich oczekiwaniach wrogami tych drugich, tych od samochodów. Zasada jest prosta: jeśli nie „osłupkuje się” trawników, wjadą w te miejsca parkujące auta. Jeśli nie zablokuje się słupkami wjazdu na chodniki prowadzące wzdłuż bloku, auta będą podjeżdżać pod klatki schodowe i parkować „na chwilkę”, „na pięć minut”…a najczęściej na wiele godzin, do rana… Wyobraźmy sobie następującą scenę – przez megafon wywołujemy z bloku wszystkich mieszkańców na trawnik, a kiedy już wylegną ogłaszamy: „drodzy mieszkańcy, ci z was, którzy nie chcą aut parkujących na osiedlu, którzy oczekują ciszy, zieleni i spokoju, proszeni są o przejście na lewo. Natomiast ci mieszkańcy, którzy cenią sobie wygodę i chcą mieć możliwość parkowania bez ograniczeń bezpośrednio przy budynkach oraz zapewnienia odpowiedniej ilości miejsc postojowych, na przykład poprzez wykorzystanie obecnych terenów zielonych, niech przejdą na prawo!” Możemy być pewni, że społeczność każdego bloku podzieli się na dwie grupy. Mniej więcej pół na pół. Jeśli w bloku mieszka więcej osób starszych, fanów parkowania będzie mniej. W budynkach zamieszkałych przez młodych większość ucieszy się w pomysłu na parkowanie wszędzie i bez ograniczeń. Kto może pogodzić te grupy o sprzecznych oczekiwaniach, często otwarcie skonfliktowane?
ADMINISTRATORZY I ZARZĄDCY
Tu niestety „zaczynają się schody”. Zarządcy budynków i terenów, czyli spółdzielnie oraz administratorzy „mienia komunalnego” (jak na przykład TBS) najczęściej nie robią nic albo podejmują działania pozorne. Smutne jest to, że często osoby odpowiedzialne za stosowanie reguł prawnych w praktyce, aby porządkować chaos w terenie, po prostu prawa nie znają…Często też jest tak, że administratorzy nie chcą się narażać ani miłośnikom zieleni, ani fanom motoryzacji. Próbują zatem robić porządki na zasadzie „panu bogu świeczkę a diabłu ogarek” a efekty są opłakane. Przykład? Przed laty na warszawskim Bemowie wybuchł pożar w bloku, na wysokim piętrze. Sytuacja szybko stała się bardzo dramatyczna, był środek nocy, dostęp do drzwi mieszkania był zablokowany, wiadomo było, że jedyna droga ewakuacji lokatorów to okna mieszkania ogarniętego ogniem. Jednak nie było jak podjechać podnośnikami czy drabinami: wzdłuż bloku stały zaparkowane ciasno, zderzak przy zderzaku samochody mieszkańców. Strażacy starali się odciągnąć kilka zaparkowanych aut linami tak, aby nie spowodować uszkodzeń. Później wycięli słupki ochraniające trawniki. Jednak to wszystko trwało na tyle długo, że nie udało się uratować rodziny z płonącego mieszkania. Zabrakło czasu. Zabrakło wyobraźni. Zabrakło działania i przewidywania „przed szkodą”.
Przespacerowałem się przez pułtuskie osiedle Na Skarpie, przeszedłem klucząc między blokami SML-W przy Tysiąclecia, 17 Stycznia, Podchorążych i administrowanymi przez TBS przy Kombatantów. Większość budynków jest bez szans na sprawny dojazd wozów ratowniczo-gaśniczych Straży Pożarnej, do wielu nie dojedzie duży ambulans reanimacyjny. Za to większości mieszkańców udało się dojechać pod sam blok, niektórzy nawet pod klatki. Popatrzcie sami na fotografie obok. Zachęcam: jeśli mieszkacie w bloku, przy okazji najbliższego spaceru spróbujcie sami ocenić: jak mają dojechać ratownicy do mnie albo do sąsiada gdyby wydarzyło się nieszczęście?
KILKA PODPOWIEDZI PRAWNYCH
Właściciele samochodów pewnie zgadzają się z tym, co napisałem, jednak na koniec i tak zadadzą pytanie: „no dobrze – ale w takim razie gdzie mamy parkować?!” Zacznijmy od podstawowej kwestii – obowiązek zapewnienia miejsc postojowych spoczywa na właścicielu/zarządcy budynku. W rozporządzeniu Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie w § 18 czytamy: zagospodarowując działkę budowlaną, należy urządzić, stosownie do jej przeznaczenia i sposobu zabudowy, miejsca postojowe dla samochodów użytkowników stałych i przebywających okresowo, w tym również miejsca postojowe dla samochodów, z których korzystają osoby niepełnosprawne. Zatem, jeśli mowa o blokach i terenach spółdzielni, to narzekanie na burmistrza „że nie robi parkingów” jest całkowicie chybione. Pamiętajmy też, że nie wolno robić miejsc postojowych tam „gdzie się da”, bo to też, na szczęście, zostało uregulowane przepisami, określonymi w kolejnym, § 19 tego samego rozporządzenia. Chodzi głównie o to, że prawo budowlane zakazuje ustawiania aut pod oknami: odległość wydzielonych miejsc postojowych /…/ od okien pomieszczeń przeznaczonych na stały pobyt ludzi w budynku mieszkalnym, budynku zamieszkania zbiorowego /…/ a także od placu zabaw i boiska dla dzieci i młodzieży, nie może być mniejsza niż:
7 metrów w przypadku do 4 stanowisk włącznie, oraz
10 metrów w przypadku 5 do 60 stanowisk włącznie. Kiedy popatrzyłem na niedawno wybudowane miejsca postojowe wzdłuż budynków, począwszy od Kombatantów 7 pomyślałem tak: jeśli to są miejsca do parkowania, oddalone niespełna 1 metr
(!!!) od ściany budynków mieszkalnych z oknami, to znaczy, że cała grupa urzędników miejskich, zarówno zatwierdzających projekty budowlane sprzeczne z prawem, jak i odbierających te niezgodne z prawem prace, oraz ci urzędnicy, którzy za to wszystko zapłacili publicznymi pieniędzmi, kwalifikują się w trybie pilnym na postępowanie przed Rzecznikiem Dyscypliny Finansów Publicznych. Chyba, że to miały być chodniki…wtedy należałoby mieć pretensje do policji, że nie egzekwuje warunków art. 47 ustawy Prawo o ruchu drogowym wobec kierowców, którzy swoimi autami tarasują 100 procent szerokości „chodnika”. Na osiedlach widać też kilka miejsc oznakowanych zakazami zatrzymywania, jednak na miejscach objętych tymi zakazami stoją szeregi aut „bo przecież gdzieś trzeba parkować!”. Zarządcy terenów teoretycznie wykonali swoje ustawowe obowiązki i oznakowali drogi wewnętrzne, ale kierowcy nie stosują się do znaków, a mundurowi, jak się wydaje, zupełnie tego nie zauważają.
Skoro wszyscy nadal #zostajemydomu może to dobry czas, aby nacisnąć na administratorów i zarządców w sprawie zaprowadzenia ładu, który okaże się na wagę życia, kiedy będzie trzeba to życie ratować. Prawo nie zobowiązuje do tworzenia dróg pożarowych dla czteropiętrowych bloków – ale nic nie powinno powstrzymać mieszkańców albo zarządców budynków przed tym, aby formalnie zwrócić się do Państwowej Straży Pożarnej o określenie, czy strażacy „jakby co” będą mieli warunki i możliwości, aby prowadzić akcję ratowniczo – gaśniczą w danym budynku? Oczywiście może się okazać, że zalecenia PSP będą takie, że już nie będzie można parkować pod klatką schodową. Trzeba jednak na wstępie sobie odpowiedzieć, co jest ważniejsze: droga z zakupami co dzień, czy szansa na ratunek życia, jeśli kiedyś tak właśnie się zdarzy?
Na zakończenie podpowiedź: czy można coś zrobić z kierowcami, którzy parkują na chodniku pod klatkami, tarasując przejazd i przejście (widać takie obrazki obok)? Niestety wiadomo, że mundurowi często nie garną się do interwencji „…bo tam nie ma znaków i to nie jest droga publiczna”. Należy wzywać policję do interwencji w trybie art. 98 kodeksu wykroczeń: kto, prowadząc pojazd poza drogą publiczną, strefą zamieszkania lub strefą ruchu, nie zachowuje należytej ostrożności, czym zagraża bezpieczeństwu innej osoby, podlega karze grzywny albo karze nagany. Dodam, że jeśli takie przypadki nie będą zgłaszane, to w kierujących tymi autami będzie się umacniać przekonanie, że wszystko jest w porządku i że to oni tu rządzą.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *