pultuszczak

Facebook


Bezpardonowe ataki burmistrza nie pozwalają mi na milczenie!

2020-09-22 1:31:24

Były prezes PPUK zabiera głos. Odnosi się do ostatnich dyskusji na temat kondycji spółki, cen śmieci i kolejnej podwyżki. Warto poznać drugą stronę medalu i to bardzo dobrze, że Jacek Lichomski w końcu, po kilku prośbach Tygodnika o komentarz, postanowił zabrać głos w sprawie. W naszej gminie tradycją stało się już bowiem zrzucanie odpowiedzialności przez obecne zarządy spółek i władze, na te które ustępują, tłumaczenie że nic się nie da zrobić, bo poprzednicy, mówiąc kolokwialnie, schrzanili. Po raz kolejny trzeba sobie więc zadać pytanie, czy w przypadku PPUK warto ciągnąć ten dramat, borykać się z problemami, których inne, nawet te ościenne gminy, dawno już się pozbyły, zlecając odbiór odpadów zewnętrznym podmiotom…

Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Pułtusku, Burmistrz Wojciech Gregorczyk odniósł się m. in. do okresu pełnienia przeze mnie funkcji Prezesa Zarządu Pułtuskiego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych konkludując, że nie spełniłem jego wymagań jako osoba zarządzająca miejską Spółką oraz związanymi z tym przedsiębiorstwem problemami w zakresie gospodarki odpadami na terenie miasta i gminy Pułtusk. Zarówno w czasie, kiedy pełniłem funkcję Prezesa Zarządu PPUK, jak również już po odwołaniu mnie z tej funkcji, starałem się zachować lojalność wobec byłego pracodawcy, jednak ostatnie bezpardonowe ataki Burmistrza na moją osobą przedstawiające mnie w jak najgorszym świetle nie pozwalają mi na dalsze zachowanie milczenia. I nie chodzi tutaj o stek pomówień, jaki spadł na mnie na osławionej już majowej sesji, ale także o dalsze nieprawdziwe i niesprawiedliwe insynuacje wobec mojej osoby nie pozwalają mi dalej milczeć.
Zacznę od ostatniej wypowiedzi Burmistrza, w której stwierdził, że zawiodłem jego zaufanie i dlatego podjął decyzję o moim odwołaniu. Wrócę zatem do wydarzeń z połowy marca ubiegłego roku, kiedy ówczesny Prezes Zarządu Lucjan Buczyłko złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Już w piątek, czyli na drugi dzień po złożeniu rezygnacji przez Lucjana Buczyłkę, w przestrzeni społecznej pojawiły się nieoficjalne informacje, że mam przejąć jego obowiązki. Przychodząc do PPUK jako Prokurent nigdy nie planowałem przejąć kierowania PPUK, a zająć się przede wszystkim pomocą Zarządowi Spółki w ustabilizowaniu zarówno sytuacji wewnętrznej w Spółce jak i stworzeniem w miarę sprawnego i efektywnego systemu zbierania odpadów z terenu miasta i gminy Pułtusk (a i jedno i drugie zadanie nie należało do łatwych po latach „dolce vita” oraz braku systemu w gospodarce odpadami, o czym także pisał swego czasu „Tygodnik Pułtuski”). Jakie działania zostały podjęte w tym zakresie opisane zostało w „Raporcie”, który został w grudniu ubiegłego roku przekazany zarówno do Burmistrza Wojciecha Gregorczyka jak i Radzie Nadzorczej. Ze względu na jego charakter nie mogę podać więcej szczegółów, gdyż mogą one stanowić tajemnicę handlową Spółki. Przez wiele godzin zastanawiałem się, czy objąć funkcję Prezesa mając świadomość, że będę pełnił w PPUK raczej funkcję administratora niż menedżera (co w późniejszym czasie niestety się sprawdziło). Ostatecznie, po rozmowach także z Burmistrzem Wojciechem Gregorczykiem i ustaleniu zasad współpracy zgodziłem się przejąć PPUK w sytuacji, gdy Spółka stała na granicy upadłości. Bardzo szybko przekonałem się, że współpraca, mimo gorących zapewnień o daleko idącej pomocy, nie będzie ani łatwa ani merytoryczna, a opierała się na ciągłych „dyrektywach” i próbach „ręcznego sterowania” przez Urząd. De facto do czerwca trwały działania , aby utrzymać PPUK w takiej kondycji finansowej, aby nie było podstaw do złożenia wniosku Zarządu o jej upadłość (szerzej na ten temat można się dowiedzieć w archiwalnej relacji z Sesji Nadzwyczajnej z czerwca 2019 roku).
Po uzyskaniu uchwałą Rady Miejskiej środków na pokrycie zobowiązań z roku 2018, Zarząd podjął wstępne działania mające na celu poprawę stanu gospodarki odpadami, jak również pozyskiwania środków ze sprzedaży surowców wtórnych (zostało to też szczegółowo wykazane we wspomnianym już „Raporcie”). Początek problemów zaczął się w listopadzie 2019 roku, kiedy z uwagi na ponownie wracający problem płatności do PUK Ciechanów RIPOK ciechanowski wstrzymał odbieranie odpadów i zalegały one na składowisku w Płocochowie (o czym także głośno dyskutowano na lokalnych forach internetowych). Mimo pogarszającej się sytuacji, mając przede wszystkim na uwadze dobro mieszkańców, PPUK realizowało zadania wynikające z umowy zawartej z miastem i gminą Pułtusk aż do momentu, gdy zabrakło środków na opłacenie paliwa oraz wystąpiło potencjalne zagrożenie zamknięcia Płocochowa przez organy ochrony środowiska oraz inspekcję sanitarną, z uwagi na możliwość wystąpienia poważnego zagrożenia plagą gryzoni i insektów (w tej sprawie także złożone zostało pismo do Burmistrza oraz Rady Nadzorczej z pełnym uzasadnieniem podjęcia tej trudnej także dla mnie decyzji).
Skutki tego listopadowego „zawału” Spółka odczuwała do końca 2019 roku. Kolejny „zawał” nastąpił w styczniu bieżącego roku, gdy wygasła poprzednia umowa z PUK Ciechanów, a nie podpisana została jeszcze nowa. Wynikało to z braku z początkiem roku nowej umowy na zagospodarowanie i odbiór odpadów z gminą Pułtusk. Chcąc uniknąć „powtórki z rozrywki” z listopada podjąłem rozmowy z firmą BŁYSK z Makowa Mazowieckiego o zawarcie krótkoterminowej umowy na odebranie odpadów z Płocochowa w okresie styczeń, luty. Rozmowy te zostały przerwane na wniosek Burmistrza Wojciecha Grzegorczyka i podpisano kolejną umowę z PUK Ciechanów. Cena oferowana przez makowską firmę była w tamtym czasie niższa niż w PUK Ciechanów. Była to raczej decyzja polityczna, niż oparta o argumenty ekonomiczne. Wtedy też po raz pierwszy podjąłem decyzję o złożeniu rezygnacji z funkcji Prezesa PPUK. Na skutek prośby załogi oraz części radnych, wycofałem się z tego zamiaru, co – z perspektywy późniejszych wydarzeń – okazało się błędem z mojej strony. Drugą rezygnację złożyłem 19 marca tego roku (o czym także już następnego dnia poinformowały lokalne media, a co było dla mnie dużym zaskoczeniem, gdyż wiedziało o niej wąskie grono osób – członkowie Rady Nadzorczej, Burmistrz oraz pozostałe dwie osoby biorące udział w posiedzeniu Rady Nadzorczej), po której to rezygnacji po raz pierwszy Burmistrz prosił mnie o jej wycofanie.
Teraz, gdy nie muszę wykazywać się lojalnością wobec byłego już pracodawcy, mogę powiedzieć, że faktycznym motywem obu rezygnacji było wyczerpanie wszelkiej formy współpracy z urzędem oraz obwinianie spółki o niewydolność systemu gospodarki odpadami, a także ciągłe insynuacje pod adresem kierowców i pozostałych pracowników Spółki (co, jak widać jest standardem także teraz). Dodatkowym niejako elementem były sprawy związane z ekonomicznymi aspektami współpracy (te zagadnienia są także szeroko opisane we wspomnianym już „Raporcie”).
W sierpniu rozpoczęliśmy także prace związane z opracowaniem operatu ppoż. dla potrzeb nowej decyzji. W trakcie przygotowywania operatu nastąpiły dwa niekorzystne zdarzenia, które w sposób istotny opóźniły przygotowanie operatu. Jedno to listopadowy „zawał”, a drugie to zmiana koncepcji zagospodarowania Płocochowa pod kątem nowego PSZOK-u. Zwłaszcza to drugie zdarzenie bardzo skomplikowało prace nad operatem, gdyż musieliśmy zmienić plany zagospodarowania pod kątem ppoż. w związku ze zmianą koncepcji PSZOK. O tych zamierzeniach dowiedziałem się dopiero w grudniu, gdy już koncepcja była w fazie realizacji przez projektanta. Wcześniej Spółka nie była poinformowana, że taki projekt jest realizowany, mimo, że Urząd wiedział o opracowywanym już w tym czasie operacie ppoż. To było m. in. przyczyną opóźnienia przygotowania operatu oraz skutkowało koniecznością złożenia wniosku w ostatnim terminie, czyli 4 marca. Również o takiej okoliczności wiedział zarówno Burmistrz jak i Rada Nadzorcza.
Wracając do spraw organizacji systemu gospodarki odpadami, to już w styczniu lub lutym ub. roku w Sali Plenarnej Urzędu odbył się pokaz systemu monitorowa gospodarki odpadami, gdzie jednym z jego komponentów był system czipowania pojemników oraz kodów kreskowych na workach dla każdego indywidualnego mieszkańca, zarówno na terenie miasta i gminy, jak i na potrzeby weryfikowania PSZOK. Z funkcjonowaniem tego systemu zapoznaliśmy się w Kobyłce (dla weryfikacji mieszkańców) jak również w Wołominie (dla firmy odbierającej odpady). Według informacji uzyskanych zarówno w Kobyłce, jak i w Wołominie, efektywność tego systemu jest na poziomie 95% weryfikowalności zgodności sposobu zbierania odpadów z deklaracją oraz wykrywalności podrzucanych odpadów.
Do dnia dzisiejszego nie podjęto decyzji o jego wdrożeniu.
Już w lutym 2019 r. proponowałem także wprowadzenie ulg dla tych mieszkańców, którzy zadeklarują kompostowanie odpadów biodegradowalnych oraz tzw. „zielonych”. Propozycja ta także nie została pozytywnie przyjęta przez cały ubiegły rok.
Kolejnym elementem systemu, który miał zwiększyć poziom odzysku surowców wtórnych „u źródła”, była koncepcja osiedlowych miniPSZOK-ów oraz PSZOK-ów mobilnych z wykorzystaniem samochodu bez tzw. „zgniotu”, którym w tamtym okresie Spółka dysponowała. System osiedlowych miniPSZOK do dnia dzisiejszego z dużym powodzeniem funkcjonuje m. in. w Nakle n/Notecią i w Kostrzyniu. Również i ta propozycja spotkała się z negatywną opinią.
Mając na względzie konieczność pozbywania się znacznej ilości dostarczanych do Płocochowa odpadów wielkogabarytowych, wielokrotnie proponowałem, aby na wzór Chełma Lubelskiego, wydzielić w Płocochowie komercyjną część PSZOK dla odpadów wielkogabarytowych dostarczanych poza harmonogramem, w ilościach wskazujących na ich „hurtową” dostawę. Także i ta koncepcja nie spotkała się z przychylnością urzędu, co należy tłumaczyć względami politycznymi a nie ekonomicznymi. O tych propozycjach także wspomniano w „Raporcie”.
Wielokrotnie także wskazywałem na konieczność wyłączenia z zabudowy wielorodzinnej mieszanej wszystkich lokali komercyjnych znajdujących się w parterach bloków. Odpowiedź była stale ta sama: „Nie da się”.
We wrześniu lub październiku 2019 przed Ratuszem Spółka zorganizowała pokaz wielofunkcyjnej maszyny sprzątającej, która nie tylko zamiatała ulice i chodniki, ale także myła lampy i chodniki, pieliła chodniki a także usuwała z murów mchy, glony i inne tego rodzaju rośliny. Cena takiej maszyny zamykała się kwotą ok. 120 tys. złotych. Też nie było zainteresowania.
Co takiego zatem się stało, że prawie wszystkie koncepcje i propozycje odrzucane w tamtym czasie teraz są bądź w fazie realizacji, bądź okazały się słuszne? Czy znowu polityka wzięła górę na efektywnością i ekonomią?
Burmistrz Wojciech Gregorczyk wprost zarzuca mi działanie na szkodę Spółki, nie widząc jednocześnie, że gdyby szereg proponowanych już na początku tamtego roku rozwiązań zostało wprowadzonych do realizacji, dzisiaj zarówno koszty ponoszone przez gminę jak i Spółkę byłyby znacznie niższe, zaś system gospodarki odpadami dużo bardziej efektywny i pod pełną kontrolą. Grzech zaniechania w przeszłości dzisiaj w sposób znaczący wpływa na ponoszenie wysokich kosztów zagospodarowania odpadów. Jak mawiają „Kowal zawinił – Cygana powiesili” albo „Dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie”. W istocie łatwiej jest dostrzec źdźbło u sąsiada niż brud we własnym domu.

Jacek Lichomski

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *