pultuszczak

Facebook


AMATORZY MAJĄ TAKĄ PRAWDĘ W SOBIE

2017-11-06 10:14:38

Wywiad z Teresą Dzielską, zawodową aktorką, reżyserką TEATRU sPokoLeń w Dobroniu (Sztuka „Nie wszyscy złodzieje przychodzą kraść” – w jej reżyserii odniosła na pułtuskiej scenie olbrzymi sukces – publiczność pokochała i aktorów, i reżyserkę. A wywiad? Ten jest po prostu tkany jak koniakowskie koronki)

Puszkin, zakochany w Gonczarowej, powiedział mniej więcej tak: Jestem zachwycony, jestem oczarowany, po prostu jestem OGONCZAROWANY! Powiem Pani: Jestem zachwycona, jestem oczarowana, po prostu jestem OTERESOWANA!!! Często Pani słyszy od publiczności, że jest oczarowana Pani spektaklami?
Czasem słyszymy, ale prawda jest taka, że nigdy nie można spocząć na laurach, jest nam bardzo miło, że jesteśmy tak odbierani.
Pani naprawdę ucieszyła się, że my tak reagowaliśmy?
A nie widać było?
Pani, wydawać by się mogło, jest przyzwyczajona do hołdów.
Nie. W teatrze zawsze trzeba odbierać na żywo, tu i teraz, bo teatr jest żywy.
Staracie się…
Oczywiście. Dziś mieliśmy bardzo solidną próbę, męczyłam ich około dwóch godzin…
Tam u siebie?
Tutaj, tu mieliśmy fantastyczne warunki.
A ten Dobroń, to gdzie on jest?
Pod Łodzią. Należymy do powiatu pabianickiego.
Nazwa teatru jest ciekawa, bardzo, wzięła się od LENIA? sPokoLeń!
Nie, OD POKOLEŃ. Chcieliśmy się zabawić formą, lubię przewrotność. Pamiętam, że pierwszy mój zespół, który prowadziłam przez osiem lat, w limanowskim DOMU KULTURY, nosił nazwę GRUPA ZERO.
Bo?
Bo fajna nazwa i prowokująca.
A Pani z jakiego zawodu się wywodzi?
Jestem aktorką zawodową.
WOW!
Czynną.
To o czym tu gadać?! Wszystko jasne, ta artystyczna forma zespołu!!!
Powiem pani, z tym teatrem to jest tak… Poszłam sobie do niego, do Szkoły Teatralnej w Krakowie, mając 19 lat, a zaczęło się od konkursów recytatorskich, od teatrów amatorskich, wiadome… Było to w liceum w Limanowej. Jestem Laszką, góralką niskopienną. W SZKOLE TEATRALNEJ spotkałam cudownych mistrzów – Jerzego Trelę, Krystiana Lupę, Jerzego Grałka, Mikołaja Grabowskiego, Danutę Michałowską, niezwykłe osobowości, które tak naprawdę dały mi świadomość i idee, miłość do teatru i sztuki, sztuki słowa w połączeniu z ruchem, oczywiście, bo to całe ciało, nasz organizm… Ale jak wygląda ten świat ze strony aktorskiej, nie zawsze mi odpowiada, nie lubię blichtru, nie lubię udawania, nie lubię celebryctwa – bardzo tego nie lubię. Jest oczywiście mnóstwo aktorów – na szczęście – znakomitych, którzy są wysoko bardzo, są cudowni, zachowują to piękno, którego nas uczono w tych szkołach. Kiedy spotykam ludzi, którzy mienią się amatorami, to dla mnie oni nie są amatorami, tak ich nie nazwę, ja potrafię amatorów zawodowcami nazwać. Ich serce jest tak piękne w tej pracy… Czasami mówię im, że nawet ja chciałabym tak zagrać… Mają taką prawdę w sobie, taką szlachetność, takie piękno… Czuję sztukę, czuję dramat, czuję scenę, czuję teatr, kiedy oni wchodzą na tę scenę, kiedy mają grać. I ja odpływam… I nawet nie mam takiego uczucia, że sama chciałabym wejść na tę scenę i zagrać, nie. Jestem tak szczęśliwa, ponieważ te siedem serc w tym wypadku, w poprzednim było piętnaście, jest jakby ze mną złączone bardzo. To jeszcze silniejsze chyba doznanie, niż jakbym ja była na scenie.
Ci słynni profesorowie, oni od pierwszego zetknięcia z Panią widzieli w Pani artystyczny potencjał?
Wcale nie byłam asem w SZKOLE, wręcz się uważałam za osobę, która nie rozumiała, co tam robi. Dopiero jak spotkałam mistrzów pod tytułem Grałek, Trela, to oni mi dali do zrozumienia, czego ode mnie chcą. Niektórzy pedagodzy wręcz wymuszali, że tak musi być i koniec… Ja wiem jedno, gdyby moi aktorzy nie wiedzieliby, dlaczego mają wejść na scenę i po co, to by w życiu NIE ROZMAWIALI na scenie ze sobą, to by jedynie wypowiadali kwestie. A oni są cudni. Ja ich słucham… Oni po prostu gadają ze sobą… To się często nie zdarza aktorom… A komedia, uważam, jest baaardzo trudną działką w teatrze, to złapanie lekkości… Złapać lekkość… Ja na początku zmagam się, uważam, że zawsze jestem przyciężka i próbuję odelżeć, odelżeć, a oni tę lekkość mieli prawie od początku.
W Pani rodzinie są artystyczne, teatralne skłonności?
Nie, nie było. Siostra miała jakieś tam zdolności, ale nigdy w TO nie poszła, została cudowną pielęgniarką.
Pani w SZKOLE TEATRALNEJ nie znalazła się z… łapanki…
Nie. Zaplanowałam to, przygotowywałam się.
Czym Pani błysnęła na egzaminie?
Kiedy pojawiłam się na pierwszym etapie, jeden z pedagogów w komisji poprosił, żebym otworzyła parasol, oczywiście pantomimicznie i zaczęła z tym parasolem tańczyć, niby piosenkę deszczową, jednocześnie mówiąc wiersz „Parasol” Marii Konopnickiej. Więc ja zrobiłam tak (aktorka pokazuje): nacisnęłam palcem, podniosłam rękę do góry i udaję, że mam parasol i zaczynam tańczyć tę piosenkę. Pan profesor mówi: „Czy pani rozumie? Proszę otworzyć parasol i dopiero zacząć tańczyć”. Ja dokładnie powtórzyłam ten sam ruch, tylko wyraźniej…
Pani miała automatyczną parasolkę!!!
Tak, to jest ta puenta. On zdenerwowany: „Czy pani rozumie, co do pani mówię?”. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, powiedziałam, że parasol jest automatyczny… Komisja w śmiech, on w śmiech: „No tak – powiedział – technika idzie naprzód”. Moje myślenie było szalenie proste, ja lubię prostotę w teatrze i lubię naturalność. No, pewnie coś we mnie widzieli, jakiś rodzaj wrażliwości.
Gdzie Panią można zobaczyć na scenie?
W TEATRZE w Częstochowie jestem od piętnastu lat.
A Pani TEATR w Dobroniu… On jest profesjonalny?
Traktuję ich bardzo profesjonalnie. To TEATR rzetelny, nie lubię robić czegoś byle jak, dlatego oni godzą się na tytaniczną pracę. W tygodniu premierowym serwuję im codzienne próby, po 2-3 – 4 godziny.
W jaki sposób zebrała Pani takie doborowe towarzystwo aktorskie?
Wójt chciał mieć teatr. Ja chciałam zebrać ludzi – młodzież, dorosłych i połączyć ich pokoleniowo. Zawarliśmy umowę-zlecenie, zrobiłam ogłoszenie, nabór. W dwa dni zgłosiło mi się 25 osób, z czego zostało 12, ktoś odszedł, ktoś dołączył i do tej pory dołączają, od 1 października 2015 roku.
To macie utalentowanych ludzi i wójta na medal… Pozazdrościć!
Oczywiście! Mój ziomal, wójt, miał dziś przyjechać do Pułtuska, ale ma wiele obowiązków. On się chwali naszym teatrem, bardzo, co mnie cieszy, bo ja nie zawsze potrafię się pochwalić. A on, kiedy idzie do marszałka, zawsze płyty mu daje z nagraniami…
To ile on płaci Pani za prowadzenie teatru na taaakim poziomie artystycznym?
Nie mogę powiedzieć, mało, ale ja chcę najpierw pokazać mu, co potrafię, a potem pogadamy o innych rzeczach.
A co jest najbardziej potrzebne w budowaniu teatru, sztuki?
Zaufanie! Zaufanie! Ja mam wśród nich kilkoro przyjaciół, przynosimy do teatru swój bagaż… To nie jest teatr, to są ludzie. A nauka… Ja ich prawie w ogóle nie ćwiczyłam… Owszem, robię im ćwiczenia na a, e, u, i, y, ł… (tu reżyserka podaje mi przykłady ćwiczeń na rozluźnienie narządów mowy, ale nie potrafię ich przytoczyć). Wymyślam je… Ja swoich aktorów wciąż odkrywam, oni robią z każdym spektaklem takie postępy! Po dzisiejszym spektaklu są pyszni, piękni, dojrzali, uwielbiam na nich patrzeć, jestem z nich dumna.
Co na tapecie?
DULSKA, jestem w trakcie. Chodzi za mną ten dramat od liceum.
Co Panią pociąga w „Moralności pani Dulskiej”?
To samo co tutaj („Nie wszyscy złodziej przychodzą kraść” autorstwa Dario Fo – gmd), chodzi o tematykę, hipokryzję, obłudę… Dario Fo to obnaża, mówi, że nie wszystko złoto, co się świeci… Nie każdy szatan, jak to mówił ksiądz Tischner, jest zły, bo jeden miał w poniedziałek ładnie wyczesany ogon… To nie jest tak, że wszystko jest jednokolorowe…
Jeśli chodzi o księży… Nasz ksiądz kanonik Wiesław Kosek też był pod wrażeniem Pani sztuki.
Naprawdę? Bardzo nam miło, nasz proboszcz też nas wspiera. Podrzucił mi temat, fragmenty HOMILII o KRZYŻU Jana Pawła II. Zrobiliśmy to w kościele, bardzo skromnie. Trudne teksty, nasz cudowny Bronek Słabik, nasz senior, który jest DRUGIM ZŁODZIEJEM, czytał tak, że byliśmy blisko JPII, że łapało za serce. Ksiądz w nas uwierzył, bo wcześniej zrobiliśmy Boże Narodzenie, wieczór z poezją.
Niedawno, w Łodzi, odnieśliście duży sukces.
Tak, wielki sukces. Na bardzo ważnym festiwalu, prestiżowym, dał nam nagle przepustkę do ŁÓDZKICH SPOTKAŃ TEATRALNYCH 40, które mają spektakle profesjonalne i półprofesjonalne z całej Polski. Te spektakle są prezentowane do grudnia w różnych ośrodkach kultury w Łódzkiem. My gramy w Kutnie.
Koło Pani są: kostiumolożka, scenografka, są inni…
Kostiumolożka jest żoną naszego głównego bohatera, to Sylwia Celeban, jest jednocześnie scenografką, robi nam fryzury. Krzysiu Celeban wykonuje technicznie scenografię, Piotr Szela, mąż naszej głównej aktorki Joanny, włącza nam światło i dźwięk…
Myślę, że Pani jest taką piękną osobowością, do której ludzie po prostu lgną.
Jestem szalona! Niektórzy lubią taką szaloną energię i wchodzą w nią. Tak, jestem szalona i nie jestem najłatwiejszym człowiekiem w pracy… Ja nie lubię byle jak! A u nas właśnie tak jest, że nie lubimy byle jak. Moi aktorzy
są cudowni, szybciej łapią uwagi, niż zawodowi aktorzy, którzy czasami WIEDZĄ LEPIEJ. Ja nie lubię, jak w naszych serialach gra się byle jak, niedobrze, jak człowiek działa na totalnym wykończeniu, ale jednocześnie uważam, że coraz lepsze filmy robimy, coraz lepsze książki piszemy…
Pani nie pomyślała o… pisaniu? Z takim zainteresowaniem się Pani słucha…
Nie! Chyba nie mam do tego talentu, raczej mam talent do gadania. Nie, nie napiszę sztuki, nie nadaję się do tego… Czegoś innego chciałabym dotknąć.
Czego, pani Tereso?
Chcę zrobić bardzo spektakl poetycki na bazie tekstów Kofty, tylko i wyłącznie, rozmawiać wierszem, wpleść je w dialog i stworzyć postaci. Kocham go. Jest głęboki i prosty.
Pani stanęła kiedyś na scenie w swoim teatrze?
Nie. Nie chcę ich krępować w jakikolwiek sposób, że oni będą myśleli, że gorzej wypadną. I powiem pani taki dowcip, że A JAK JA GORZEJ WYPADNĘ, TO CO?
O czym będziecie rozmawiać, jadąc z Pułtuska do siebie?
Pewnie o wszystkim. To jest cudowne, że te parę godzin będziemy mogli rozmawiać, co wypadło, co nie.
A co nie wypadło?
Kurczę, dzisiaj? Nie mam się do czego przyczepić.
A wie Pani, że w Pułtusku mieszkają państwo Dzielscy?
Ale mnie pani zaskoczyła. Nie mają „konszachtów” z POŁUDNIEM Polski? Tam jest taka wioska pod Zakopanem, w której mieszkają sami Dzielscy…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *